Nie musisz być ekspertem, żeby zacząć tworzyć treści. Masz być dwa kroki do przodu. Wystarczy, że wiesz coś, czego nie wie osoba, która dopiero startuje, i potrafisz jej to pokazać. Czekanie, aż poczujesz się ekspertem, nie kończy się nigdy, bo nie ma progu "wystarczająco dobry, żeby zacząć".
Rozmawiałem ostatnio z osobą, która chce zacząć tworzyć treści bez pokazywania twarzy. Powód był jeden: "bo nie czuję się ekspertem".
I wtedy mi kliknęło. To nie twarz jest blokadą. Blokadą jest jedno przekonanie, które trzyma większość ludzi w miejscu.
Nie musisz być gotowy. Masz być dwa kroki do przodu. Dla kogoś, kto stoi w punkcie zero, twój pierwszy krok to już jest cała wiedza.
"Nie czuję się ekspertem" to nie jest problem wiedzy
Ta osoba nie chciała pokazywać twarzy. Ale prawdziwy problem był głębiej.
Czekała, aż poczuje się ekspertem.
A to czekanie nigdy się nie kończy. Nie ma czegoś takiego jak "wystarczająco dobry, żeby zacząć". Nie ma egzaminu, po którym ktoś przybija pieczątkę i mówi: teraz możesz publikować. Za każdym progiem, który sobie ustawisz, pojawi się następny. Skończysz kurs i zobaczysz, że są lepsi. Zdobędziesz pierwszego klienta i pomyślisz, że to przypadek.
Dlatego schowanie twarzy niczego nie naprawia. Jeśli usuniesz twarz, a przekonanie zostanie, dalej nie opublikujesz nic. Będziesz miał tylko lepszą wymówkę.
Nie chodzi o to, że konto bez twarzy nie ma sensu. Ma i działa. Ale to decyzja o formacie, nie lekarstwo na czekanie. Format wybierasz raz. Przekonanie, że musisz najpierw poczuć się ekspertem, wraca za każdym razem, kiedy siadasz do publikacji.
Kto dziś decyduje, że jesteś ekspertem
Tu jest rzecz, którą warto sobie nazwać wprost.
Eksperckości dziś nikt nie mierzy dyplomem.
Kiedyś trzeba było skończyć studia, obronić doktorat, napisać książkę. Był jasny tor: instytucja sprawdzała, instytucja dawała tytuł, ludzie ufali tytułowi.
Dziś w internecie ekspertem jest ten, kto uzbierał obserwujących. Choćby był zwykłym entuzjastą.
Możesz uznać, że to niesprawiedliwe. Pewnie masz rację. Tylko to nic nie zmienia. To gra, nie sąd naukowy. Możesz się na nią obrażać albo w nią grać.
I dopóki czekasz na pieczątkę, której nikt już nie wystawia, stoisz w miejscu, a treści publikuje ktoś, kto wie mniej od ciebie.
Studenci, którzy uczą, zanim skończą studia
Zobacz na studentów prawa czy medycyny.
Jeszcze nie są lekarzami ani prawnikami. Nie mają dyplomu, nie mają praktyki, nie mają uprawnień. A budują duże konta i ludzie sami do nich przychodzą.
Dlaczego? Bo pokazują, jak się uczą.
Nie udają profesorów. Nie sprzedają pewności, której nie mają. Pokazują notatki, sposób powtarzania materiału, błędy, których dało się uniknąć, i to, co właśnie zrozumieli.
Są dwa kroki przed kimś, kto dopiero startuje. I to wystarczy.
To jest cały model, w jednym zdaniu: ucz tego, czego sam się teraz uczysz. Jako student, nie jako guru.
Nie musisz uczyć, jak zarobić milion. Wystarczy pierwszy krok
Ludzie odkładają start, bo w głowie mają obraz treści, których nie są w stanie zrobić. Widzą kogoś, kto tłumaczy, jak zbudować firmę na milion, i myślą: ja nie mam czego uczyć.
Nie musisz uczyć ludzi, jak zarobić milion.
Wystarczy, że pokażesz, jak zrobiłeś pierwszy mały krok. Pierwszy 1000 zł online. Pierwszych 1000 obserwujących. Pierwszą rzecz, którą sprzedałeś, choćby za 50 zł.
Bo dla kogoś, kto stoi w punkcie zero, to już jest cała wiedza.
Ta osoba nie potrzebuje miliona. Ona potrzebuje wiedzieć, gdzie kliknąć, co napisać i czego nie robić, żeby nie zmarnować dwóch miesięcy. Ty to wiesz, bo właśnie przez to przeszedłeś. Ekspert z dziesięcioletnim stażem często już nawet nie pamięta, że ten etap istniał.
Twoja świeżość nie jest słabością. Jest jedyną rzeczą, której ekspert nie ma.
I to zdejmuje z ciebie największy ciężar. Nie musisz mieć całej drogi przejrzanej do końca. Nie musisz znać odpowiedzi na pytania z etapu, którego sam jeszcze nie widziałeś. Odpowiadasz za jeden odcinek: ten, który masz świeżo za sobą.
Powiem szczerze: gdybym czekał, nie nagrałbym nic
Gdybym czekał, aż będę ekspertem, nie nagrałbym ani jednego odcinka podcastu.
A niedługo stuknie mi 200.
Nie zaczynałem od poczucia, że mam prawo mówić. Zacząłem od nagrania. Potem od drugiego. Poczucie kompetencji przyszło później, jako skutek, nie jako warunek wstępu.
I taka jest kolejność. Najpierw robisz, potem czujesz, że umiesz. Nie odwrotnie.
Jak zacząć, gdy dalej się nie czujesz
Nie potrzebujesz planu na rok. Potrzebujesz odpowiedzi na cztery pytania. Rozpisz je dziś, na kartce albo w notatniku.
1. Czego się teraz uczysz? Nie "w czym jesteś ekspertem". Czego się uczysz, co cię ostatnio wciągnęło, nad czym siedzisz wieczorami.
2. Co ostatnio zrozumiałeś? Wypisz jedną albo dwie rzeczy, które niedawno do ciebie dotarły. To jest twój materiał na pierwsze treści.
3. Kto jest dokładnie dwa kroki za tobą? Nie "wszyscy zainteresowani tematem". Konkretna osoba w konkretnym punkcie. Ty sprzed pół roku to najlepsza odpowiedź.
4. Skąd dokąd ją prowadzisz? Nazwij punkt A, w którym ta osoba teraz stoi, i punkt B, do którego ją doprowadzisz. Nawet jeśli to krótki dystans. Krótki dystans jest łatwiejszy do przejścia i łatwiejszy do opisania.
Jak masz te cztery odpowiedzi, masz temat na pierwsze treści. To jest dokładnie ten research, który i tak robisz w głowie, tylko wreszcie zapisany i podany dalej.
Co z tym zrobić dzisiaj
Nie musisz być gotowy. Masz być dwa kroki do przodu.
Rozpisz te cztery punkty, zanim zamkniesz dziś laptopa. Jeden konkret, pięć minut. Potem zrób pierwszą treść z tego, co ci wyszło.
Nie z pozycji guru. Z pozycji kogoś, kto właśnie przeszedł drogę, którą ktoś inny ma dopiero przed sobą.
Najczęstsze pytania
Jak zacząć uczyć innych, gdy nie jestem ekspertem?
Ucz tego, czego sam się teraz uczysz. Jako student, nie jako guru. Nie musisz tłumaczyć, jak zarobić milion. Wystarczy, że pokażesz swój pierwszy mały krok: pierwszy 1000 zł online, pierwszych 1000 obserwujących. Dla kogoś, kto stoi w punkcie zero, to już jest cała wiedza.
Jak przełamać syndrom oszusta przy tworzeniu treści?
Przestań traktować poczucie eksperckości jako warunek startu. To czekanie nigdy się nie kończy, bo nie ma czegoś takiego jak "wystarczająco dobry, żeby zacząć". Poczucie kompetencji przychodzi po działaniu, nie przed. Zamiast pytać "czy jestem gotowy", zapytaj "kto jest dwa kroki za mną".
Czy trzeba mieć dyplom albo certyfikat, żeby uczyć w internecie?
Nie. Eksperckości dziś nikt nie mierzy dyplomem. Kiedyś trzeba było skończyć studia, obronić doktorat, napisać książkę. Dziś w internecie ekspertem jest ten, kto uzbierał obserwujących, choćby był zwykłym entuzjastą. To gra, nie sąd naukowy. Możesz się na nią obrażać albo w nią grać.
O czym tworzyć treści, jeśli dopiero się uczę?
O tym, co ogarniasz właśnie teraz. Spójrz na studentów prawa czy medycyny: nie są jeszcze prawnikami ani lekarzami, a budują duże konta, bo pokazują, jak się uczą. Są dwa kroki przed kimś, kto dopiero startuje. Twoja świeża nauka jest treścią, a nie brakiem treści.
Czy można budować konto bez pokazywania twarzy?
Można, ale sprawdź najpierw, czy twarz to prawdziwa blokada. Bardzo często pod "nie chcę pokazywać twarzy" siedzi "nie czuję się ekspertem". Jeśli schowasz twarz, a przekonanie zostanie, dalej nie opublikujesz nic. Brak twarzy to wybór formatu, nie lekarstwo na czekanie.
Chcesz zacząć, ale nie chcesz pokazywać twarzy?
Konto Tematyczne pokazuje krok po kroku, jak zbudować profil na Instagramie bez wchodzenia przed kamerę. Treść, format, publikacja. Bez czekania, aż poczujesz się ekspertem.
Zobacz kurs Konto Tematyczne →